Sowy po sąsiedzku, czyli urale i sóweczki

Są takie lata, gdy sfotografowanie sowy w Bieszczadach nie jest kłopotem. Spotykam je prawie codziennie i to w różnych miejscach. Są jednak i takie momenty, że choćbym zdarł podeszwy w moich ulubionych butach, ciężko o porządną obserwację i fajne zdjęcie. Wiosna 2023 toku była udana. Aktorki i aktorzy dopisali. Musiałem przejść sporo kilometrów zanim znalazłem fajne miejsce, gdzie gniazdowały puszczyki uralskie. Puszczyki uralskie poza puchaczami i puszczykami mszarnymi, które w Polsce są rzadkością, to trzeci co do wielkości gatunek sów. Zdziwiłem się nieco, gdy w niedużej odległości zauważyłem sóweczkę, czyli najmniejszą sowę, wielkości szpaka. U sów nie ma przyjaźni. Zazwyczaj więksi zjadają mniejszych, a tutaj panowała pełna harmonia. Sóweczka codziennie dawała koncerty swoim „fiuuu, fiuuu, fiuuu” (ciężko to dokładnie przełożyć z sowiego na nasze), a puszczyk z gracją odpowiadał „huuu, hu hu, huu”. Puszczyki obserwowałem aż do początku maja, kiedy młode na moich oczach zaczęły wyskakiwać z gniazda (co udało mi się uwiecznić).