Jesień. Chwila, gdy cały las ryczy

Tak. Chwila, bo każde rykowisko w Bieszczadach to mgnienie oka. Dla fotografa jest to dość wyczerpujący czas. Bieszczadzkie jelenie często zaszywają się w największych gęstwinach, gdzie ciężko dotrzeć. Są takie momenty, że w lesie panuje zupełna cisza. Czasem ze względu na duży wiatr, deszcz, a czasem, bo nie wypada się odzywać, gdy inni siedzą cicho. W porównaniu do poprzednich lat, rok 2024 był dla mnie dość udany. Obserwowałem piękne okazy, gonitwy byków, przeganianie łań i cały ten spektakl, o który coraz trudniej w Bieszczadach. Najbardziej zapadnie mi zapewne w pamięci sytuacja, gdy zwierzęta były tak blisko mnie, że mogłem ich prawie dotknąć.  Stojąc w stroju maskującym obok sporego drzewa zauważyłem, że jeden z byków prowadzi swoje łanie oddalając się od centrum widowiska. Pomyślałem, że trzeba się będzie zbierać, bo robi się coraz ciemniej i chyba nie mam już na co liczyć. Chwilę później byk zawrócił rycząc doniośle około 30m za moimi plecami. Nie mogłem się odwrócić, żeby nie zauważył ruchu. Liczyłem, że jeszcze przyjdzie i może zrobię zdjęcia. Nagle z przeciwnej strony, na wprost mnie wybiegł inny byk, pędził w stronę konkurenta gnając sporą chmarę łań. Stado podbiegło do mnie na odległość kilku metrów, a byk zatrzymał się w odległości może 10 metrów i zaczął donośnie ryczeć wprost na mnie. Nie śmiałem drgnąć, bo czujne łanie nie wiedziały, co to jest, ale wyraźnie mi nie ufały. Dzięki cichemu trybowi w aparacie, zrobiłem serię zdjęć.  Później cała grupa oddaliła się dość spokojnie, a ja , rozemocjonowany wracałem do auta, co chwilę zatrzymując się i oglądając zdjęcia na aparacie.